Poznaj autorkę

Hej, hej!

Mam na imię Martyna i już od kilku ładnych lat prowadzę tego bloga. Początkowo była to strona poświęcona wyłącznie biżuterii, którą lepiłam z modeliny, jednak z biegiem czasu jego tematyka znacznie się rozbudowała. Jeżeli macie ochotę poczytać o fotografii, podróżach, rękodziele i różnych innych głupotach zajmujących młodą kobietę - zapraszam. Zero melancholii i pesymizmu! :D

  • Czytaj dalej...
  • Chcesz coś znaleźć??

    Zasubskrybuj!

    niedziela, 5 października 2014

    Paphos

    Ciasteczka Tynki | 17:46 | |


    W ostatnim podróżniczym poście zajrzeliśmy do katakumb w Paphos. Co prawda zrobiły one na nas wielkie wrażenie, ale nie były głównym punktem wycieczki. Przede wszystkim chcieliśmy się dostać do centrum miasta. Zazwyczaj centra kojarzą się z najciekawszymi miejscami/muzeami/zabytkami. Niestety nie w tym przypadku



    Napis "nie deptać trawy" w miejscu, gdzie nie ostała się nawet najmniejsza kępka jakiegokolwiek chwastu był wręcz niedorzeczny :P


    Klimat Cypru niemalże uniemożliwia jakiekolwiek poruszanie się w godzinach między 11 a 16 (przede wszystkim przez dużą wilgotność powietrza, która wraz z wysoką temperaturą jest wycieńczająca dla miejscowych. A co dopiero dla takich Słowian jak my!). Pomimo środka dnia wyglądaliśmy na ulicach jak rozbitkowie, miasto wymarło. Dlatego jeżeli chcecie się wybrać tam w sierpniu to polecam, ale tylko żeby poleżeć na plaży! :D
    Jako że my nie należymy do gatunku typowych plażowiczów, pomimo wycieńczenia, uparcie próbowaliśmy zobaczyć najwięcej jak się da.



    Jedna z głównych ulic miasta, godzina 14. Jedyny otwarty sklep to ten z wiadrami i innymi metalowymi sprzętami wystawionymi na chodnik, po którym i tak nikt nie chodzi


      
    Przepisy BHP? Walić zasady!




    Celem długiego spaceru miał być tradycyjny market, ale niestety. O godzinie 15 wszystko było pozamykane. Mimo wszystko nie żałuję, bo cały teren nabrał przerażającego, post apokaliptycznego klimatu (uwielbiam takie!). W to miejsce przyszliśmy następnego dnia, tylko znacznie wcześniej. Później wam pokażę jak bardzo się zmieniło :)



    Na koniec dnia oczywiście zimne frappe, napój niezastąpiony. Dostaniemy go w każdym barze/kawiarni/restauracji i to w najróżniejszych odmianach. Chociaż nie jestem fanką kawy, to codziennie musiałam sobie strzelić takie doładowanie



    Na pożegnanie ośmiornice, kałamarnice, mule, ostrygi czy inne przedziwne zwierzątka na których kompletnie się nie znam. Wszystkie dostępne w Carrefourze! :D

    Tymczasem wracam pod kołdrę, bo jakoś zimno ciągnie. Nie ma to jak "wyczekiwana" jesień ;)

    3 komentarze:

    1. No tym ohydztwem na ostatnim zdjęciu to mnie normalnie rozbroiłaś. Dobrze, że nic nie jadłam akurat. xD
      Post-apo market to i ja bym chciała zobaczyć. Chociaż w sumie wystarczy, że wstąpię cichcem na teren opuszczonej fabryki i też jest fajnie, tylko że brak klimatu. :|

      OdpowiedzUsuń
    2. świetne zdjęcia i miejsce ! ; D

      OdpowiedzUsuń
    3. Mieszkam w Paphos od 6msc;) jaki szok mnie spotkal, jak zobaczylam Twoj wpis. Ladnie ladnie. Ten swiat jest jednak maly;)

      OdpowiedzUsuń

    Dziękuję za wszystkie komentarze. Jesteście najlepsi! :D

    komentarze są moderowane, abym mogła odpowiedzieć na zadawane przez was pytania, nawet do postów publikowanych wieki temu :))
    Proszę nie denerwujcie się jeśli potrwa to trochę dłużej, czasami potraficie mnie zarzucić pokaźną porcją informacji!