Drop Down MenusCSS Drop Down MenuPure CSS Dropdown Menu

wtorek, 2 września 2014

,

Kissamos

Ostatniego dnia, który mieliśmy spędzić na Krecie, wypożyczyliśmy samochód! Zwiedzanie tej wyspy nie ma sensu bez sprawnego poruszania się po niej. Nasze skromne budżety nie pozwoliły nam na zbytnie szaleństwa, ale koszt takiego samochodzika nie jest bardzo wysoki, zwłaszcza gdy rozkłada się na kilka osób :)
Przy okazji w wypożyczalni samochodów wszystko udało się nam załatwić po Polsku, bo trafiliśmy na Panią, która miała tutaj przodków. Rozmowa w tym języku przyniosła jej wyraźną radość!

Naszym pierwszym przystankiem było Kissamos na zachodzie wyspy. Chcieliśmy tam pojechać, bo razem z Gosią rozważałyśmy początkowo hotele w tym małym miasteczku i chciałyśmy zobaczyć co tak właściwie straciliśmy ;)


Miasto okazało się małe a w czasie sjesty było na dodatek całkowicie opustoszałe. Mimo wszystko jego urocze uliczki chwytały za serce.


Słodki, polski akcent w jednej z najładniejszych restauracyjek nad nadbrzeżem :)



To jedno z moich ulubionych zdjęć z całego wyjazdu. Początkowo chciałam je skasować, bo po prostu nie wyszło, ale gdy je rozjaśniłam okazało się urocze. Wygląda jakbyśmy siedzieli na jakimś safari xD

Razem z Gosią bardzo długo stałyśmy pod tymi badylami. Stałyśmy, bo zastanawiałyśmy się czy to na pewno jest bambus! Znów wychodzą moje braki z geografii, bo ta roślina kojarzy mi się tylko i wyłącznie z pandami >_<

Widzicie mój plecak? Jest różowy i cały w napisach cute princess. Ale jest jeden powód, dla którego kocham go miłością wieczną.  To jest tak naprawdę ręcznik. Który zmienia się w plecak. Dokładnie. Tego, który go wymyślił, nazwałabym geniuszem gdyby nie to, że zrobił go w takich kolorach :P


Wiele budynków było zapuszczonych, brudnych i opuszczonych. Właśnie takie lubię najbardziej! Nie dość, że mają duszę, to za ich ścianami kryje się wiele historii, również tych smutnych


Znowu kózki! Akurat te cwaniaki mieszkały w domu. Mówcie co chcecie, ale klimat tego zdjęcia jest niesamowity! :D


Podczas gdy ja z dnia na dzień miałam na sobie coraz mniej ubrań, Gosia musiała się owijać coraz szczelniej. Jasna skóra przy tak silnie operującym słońcu może być naprawdę bolesne. Mi w tym roku udało się uniknąć wszelkich poparzeń, ale to tylko i wyłącznie dzięki wysokim filtrom




Powodzenia dla wszystkich tych, którzy znowu rozpoczęli naukę! Ja już od dawna mam prawie wolne wrześnie (prawie, bo kampania wrześniowa nie omija takich studentów jak ja), ale łączę się z wami w bólu!
Zasiadam do DIY, które na pewno wam pokażę. Trzymajcie się ciepło! :D



niedziela, 31 sierpnia 2014

Sushi time! (bardzo dużo zdjęć)

 Hej, hej! Na samym wstępie chciałam ostrzec, że ten post zawiera naprawdę mnóstwo zdjęć :)

Mój chłopak wrócił już do Warszawy, a że dawno nic razem nie gotowaliśmy, postanowiliśmy coś upichcić. Postawiliśmy na sushi, ale rzuciliśmy sobie wyzwanie by oprócz maki, zrobić jakieś nowe wzory!
Zaraz wam wszystko pokażę! Do dzieła!

 Kilka potrzebnych rzeczy, miałam jeszcze w domu. Ocet ryżowy, sos sojowy, marynowany imbir, wasabi. Te rzeczy nie zużywają się zbyt szybko.
Najtrudniej jest zawsze z arkuszami nori, bo nie ma ich w sklepach w mojej okolicy. Poszłam więc do Reala i znalazłam box do robienia sushi za... 10 zł (w środku był ryż, pałeczki, mata, arkusze nori, wasabi itd), same arkusze kosztowały 9 zł (je też wzięłam na wszelki wypadek). Czuję, że zrobiłam interes życia, zwłaszcza że Radek powiedział że widział identyczny zestaw w Carrefourze za 50 (więc jeśli macie Reala w pobliżu, warto zajrzeć!)

 Warzywka: górek, por, mango (dobra, to nie warzywo) i awokado. Chociaż wygląda na niewiele, mieliśmy problem ze zużyciem wszystkiego

 Radzioch dokupił jeszcze dodatkowe produkty. Chociaż kazał wam przekazać, żebyście uważali na skład tych produktów, gdyż często zawierają niepożądane składniki. Ostatnio bardzo na to uważamy
W sumie ugotowaliśmy ponad kilogram ryżu i zużyliśmy 3 paczki arkuszy nori (tak, dobrze przeczuwacie. Dużo nam tego wyjdzie!)


 Krewetki. Ileż razy jadłam krewetki? Wiele. Ale nigdy nie miałam styczności z takimi niemalże żywymi! Miałam pewne opory, ale udało się je nam oporządzić i po podsmażeniu na masełku smakowały po prostu BEZBŁĘDNIE!





 To białe na powyższym zdjęciu, to tofu. Oprócz tego użyliśmy jeszcze łososia (rzecz jasna), sałaty i ananasa! Polecam również odrobinę majonezu. Nadaje dodatkowej głębi





Kiedy byliśmy na Cyprze, znalazłam w sklepie spożywczym takie śmieszne pudełeczko. Nigdy nie widziałam takiego w Polsce, więc musiałam je kupić (chociaż trochę się ze mnie śmiali). To foremka do ryżu, dzięki której wychodzą równiutkie nigri! Oczywiście, można je ulepić ręcznie! :)


 Tak wyglądają utytłane w ciemnym sezamie i z uroczymi, smażonymi krewetkami. 


 Aby zwinąć uramaki, musiałam Zabezpieczyć matę folią spożywczą. W ten sposób ryż się do niej nie przyklejał a rolki wyszły idealnie




 Podczas gdy mi przypadło w udziale poskramianie uramaków, Radek zajął się typowymi makami. Po zwinięciu wszystkich rolek wrzuciliśmy je do lodówki, gdyż ryż był jeszcze nieco ciepły


 Kiedy pokonałam już uramaki, wzięłam się za nigri. Tutaj mogłam popuścić nieco wodze fantazji, bo wszystkie elementy dania są dobrze widoczne, a nie zwinięte wewnątrz rolki



 Każdy kawałek wyglądał inaczej. Dodatkowo, aby całość trzymała się kupy a elementy nie pospadały, przewiązałam je wąskimi paseczkami nori


 Pomimo problemów z pokrojeniem uramaków (nie wiem, czy powinno się to odmieniać), Radek sobie jakoś poradził, i wszystkie obtoczył w ciemnym sezamie. Dzięki temu wyglądały znacznie sympatyczniej 


 A tutaj coś, czym zajmował się Radek kiedy ja tworzyłam nigri. Krążki porów wypełnione ryżem, tofu i łososiem. W sam raz na mały chaps!


Po trzech godzinach ciężkiej pracy zrobiliśmy kolację na jakieś... 6 osób? Wyszło nam prawie 150 kawałków! I chociaż była nas dwójka, nie martwcie się. Nic się nie zmarnuje. Połowa już została zjedzona, a pozostałą podzieliliśmy się z naszymi rodzinami! Czuję, że w poniedziałek rano będę miała cudowne bento na śniadanie <3





To był dobry dzień dla Mishy. Co prawda musiała się trochę naczekać, ale już dawno nie dostała tak różnych smacznych kasków

Lubicie robić sushi? To dużo pracy, ale zawsze tak dobrze się przy tym bawię! :3


szukaj na blogu

Ładowanie...
Tynka. Technologia Blogger.