Poznaj autorkę

Hej, hej!

Mam na imię Martyna i już od kilku ładnych lat prowadzę tego bloga. Początkowo była to strona poświęcona wyłącznie biżuterii, którą lepiłam z modeliny, jednak z biegiem czasu jego tematyka znacznie się rozbudowała. Jeżeli macie ochotę poczytać o fotografii, podróżach, rękodziele i różnych innych głupotach zajmujących młodą kobietę - zapraszam. Zero melancholii i pesymizmu! :D

  • Czytaj dalej...
  • Chcesz coś znaleźć??

    Zasubskrybuj!

    piątek, 24 października 2014

    Scrapbookingowy dziennik podróży /Praga/

    Ciasteczka Tynki | 15:08 | 9 Komentarzy. Dodaj swój!


    Ufff... Kolejny ciężki tydzień za mną. Wczoraj specjalnie wzięłam ze sobą aparat na uczelnię, aby pokazać wam co robiliśmy w laboratorium! Studiuję już 5 rok, a nigdy nie pokazywałam czym dokładnie się zajmujemy na zajęciach, ale przyznam szczerze, że 3 pierwsze lata nie miały dla mnie większego sensu. Teraz powoli zaczynam rozumieć tą całą wiedzę, którą wręcz na siłę wpychano nam do głowy.

    Przechodząc do tematów bardziej przyjemnych, mam dla was zdjęcia trzeciego i jak na razie ostatniego dziennika z podróży! Marzy mi się jeszcze co najmniej jeden - z Turcji (zwłaszcza, że wczoraj przyszła do mnie paczka z Chin ze specjalnymi flamastrami do zdjęć! Wiem, że brzmi to banalnie, ale dają naprawdę ciekawe efekty). Niestety wykonanie kolejnej książeczki będzie wymagało to ode mnie dużego nakładu czasu - jest mnóstwo zdjęć do przejrzenia :D









    Na zbliżeniu powyżej chciałam pokazać przede wszystkim strukturę papieru na którym drukowane są zdjęcia! Niektórzy śmiali się, gdy mówiłam, że wygląda jak plaster miodu, ale to prawda! Nigdy nie lubiłam gładkich zdjęć, gdyż według mnie nadają się tylko do typowych albumów w których nikt nie wydotyka fotek palcami. Nawet czyste palce potrafią pozostawić na nich ślady, których nie da się w żaden sposób usunąć :<
    Mimo wszystko z takim papierem spotkałam się pierwszy raz, bo tradycyjny papier matowy... no cóż, ciężko go opisać ale wygląda znacznie zwyczajniej od tego i miałam wrażenie, że nieco przekłamuje kolory








    Ten album wyszedł mi znacznie optymistyczniej od poprzedniego, ale to nie bez powodu. W Pradze było znacznie goręcej i zielono niż w Edynburgu, bo byliśmy tam w połowie lata. W ogóle było to tak dawno temu, że bez notatek na blogu z pewnością nie udałoby mi się chociażby ułożenie zdjęć w odpowiedniej chronologii i przypisanie ich do konkretnych miejsc.

    Chociaż całość uważam za całkiem spójną, to nadal razi mnie mój charakter pisma i niektóre krzywe strony. No trudno. Jak to zwykle mówię - następnym razem na pewno wyjdzie mi lepiej! ;)
    Ps. Przy okazji dzięki za rady! Tym razem podklejałam zdjęcia klejem w taśmie (wygląda jak korektor) dzięki czemu nie dość, że się nie pobrudziłam jak ostatnio, to zdjęcia w razie czego mogę łatwo usunąć bez niszczenia ich!

    środa, 22 października 2014

    Deszczowa jesień na składowisku odpadów


    Hej, hej! Niestety natłok studiów okazuje się dla mnie wykańczający. Zajęcia od 8 do 17 dają się mocno we znaki i nie zawsze mam czas aby zajrzeć na blożka. To co dzieje się aktualnie u mnie, możecie oglądać na moim instagramie. To taki tymczasowy zastępca, kiedy nie mam zbyt wielu zdjęć do opublikowania ;)
    Dzisiaj chciałam pokazać wam foteczki z zeszłotygodniowej wycieczki. Co prawda może kojarzyć się ze szkolnym wyjściem, ale nie poszliśmy do parku czy kina. O nie, nie. Zbieraliśmy próbki gleby na składowisku odpadów. Niezwykle romantycznie, nieprawdaż?




    Na górze piękna Ryba, trzymająca wiertło, poniżej gotowa próbka świeżej gleby. Taka ziemia zostanie przetransportowana do laboratorium, gdzie już od jutra będziemy przeprowadzać doświadczenia i dowiemy się jakie substancje można znaleźć na terenie składowiska na poszczególnych głębokościach i cóż to może oznaczać. Fascynujące! :D





    Uważam, że zdjęcia wyszły iście post apokaliptycznie, dlatego, żebyście nie myśleli że cała Warszawa wygląda tak ponuro w deszczowe, jesienne dni, na koniec kilka wesołych zdjęć z tygodnia, między innymi z Miśką (piesem mojej babci)! Próbowałam ją trochę wyszkolić, aby ładnie pozowała na zdjęciach. 





    To pochmurne oblicze jesieni może być rzeczywiście nieco przygnębiające, ale mimo wszystko ta pora roku jest nasączona swoistym urokiem! 
    Tymczasem buziaczki! Wracam na zajęcia do laboratorium :))


    poniedziałek, 20 października 2014

    Ciasteczko z nadzieniem czekoladowym


    Hej, hej! Wczorajszy dzień totalnie mnie wymęczył i dzisiaj ledwo żyję. Miałam zamiar trochę polepić, porobić zdjęcia, a prawdopodobnie większość dnia spędzę na uczelni. Na dodatek Misha nie czuje się najlepiej, a pogoda jest przygnębiająca. Mimo wszystko mam niezły humor i mam nadzieję, że jutro uda mi się wszystko nadrobić. Was zostawiam z ciasteczkiem, które malowałam w zeszłym tygodniu. Malowałam, bo znów jest zrobione tylko z białej modeliny ;)

       

    Jak tylko wrócę do domu, zabiorę się za czekoladowego batonika! Oczywiście z modeliny!


    sobota, 18 października 2014

    Miałam tylko zobaczyć czy pada...

    Ciasteczka Tynki | 11:30 | 17 Komentarzy. Dodaj swój!


    ... a znów skończyłam na robieniu sobie fotek! Co prawda zdjęcia są z poprzedniego weekendu, ale nie miałam kiedy opublikować ich na blogu! (tak to jest, że nie lubię gdy posty o podobnej treści pojawiają się jeden za drugim!). Mówiąc o ałtficie: buty i torebkę kupiłam na Marywilskiej, reszta to secondhandy (wiwat tanie ubieranie! :D)


    Cały czas nie mogę się napatrzeć na tą mnogość kolorów, która nas otacza. Trochę żałuję, że muszę tyle czasu spędzać w szkole a gdy już przychodzi dzień wolny, to za oknem jest zimno, mokro i ponuro. Na szczęście prognoza pogody na jutro jest bardzo optymistyczna więc mam nadzieję, że uda mi się ustrzelić jeszcze więcej klimatycznych fotek!



    Zdjęcie torebki i słuchawek znajduje się tu nieprzypadkowo. Tak właśnie wyglądał mój statyw. Pomimo tego, że sprawował się całkiem dobrze, muszę zastanowić się nad kupnem jakiegoś porządnego. Co prawda mam jeden, ale nie dość, że jest duży i nieporęczny, to na dodatek nie trzyma pionu! >_<





    A wy lubicie jesień? Czy traktujecie ją jako etap przejściowy, prowadzący nas do lodowatej zimy i już tęsknicie za latem? :D
    Ps. Zmieniłam system komentarzy. Podpowiecie mi, czy działa lepiej? Niestety mogę go obserwować wyłącznie z pozycji moderatora i nie wiem czy jest wygodny dla czytelników :)



    piątek, 17 października 2014

    W dzień targowy


    Nie wiem jak pogoda u was, ale u mnie jest strasznie brzydko i ponuro. Pada, jest zimno i wilgotno. Aby poprawić sobie humor zaczęłam przeglądać wakacyjne zdjęcia, przy okazji przygotowując dla was dalszy ciąg relacji z wakacji! (nie wierzę, że jeszcze nie pokazałam wszystkich fotek. Przecież to było w sierpniu! Już 2 miesiące temu. Ten czas leci niesamowicie szybko...)



    Aby zobaczyć jak wygląda tradycyjny grecki targ. Aby zobaczyć go w pełnym rozkwicie musieliśmy wstać nieco wcześniej (och, o jakiejś 8 rano!) i udać się do innej części miasta. Budynek tym razem tętnił życiem, chociaż wyglądał jak typowy polski bazarek







    Naszym ulubionym i chyba najbardziej tradycyjnym stoiskiem był sklepik z różnymi przyprawami, suszonymi owocami i orzechami. Zamiast wcinać batoniki zajadaliśmy się orzeszkami w czekoladzie czy polewie z granatów! 
    Te wiszące glutki to soutzoukos/soutzouki - tradycyjne cypryjskie słodkości. Zrobione są przede wszystkim z orzechów i winogron. Smak jakość szczególnie nas nie zachwycił a na dodatek były bardzo twarde. Próbowanie tradycyjnych smaków jest ściśle połączone z samym podróżowaniem, więc czasem trzeba się przełamać!



    Po wyjściu z marketu okazało się, że miasto ponownie jest całkowicie opustoszałe. Prawdą jest, że było potwornie gorąco i parno, ale musieliśmy się przełamać i dalej poznawać zakamarki miasta Paphos. Mieliśmy bardzo ważną motywację - nadal nie mieliśmy wydrukowanych biletów powrotnych do Polski!




    Po kilku godzinach znaleźliśmy czynną kawiarenkę internetową. Wesoły Pan w środku powiedział, że przecież jest środa i on dzisiaj nie pracuje (no przecież! :D) i musimy przyjść jutro




    Widok na monotonne miasto (przede wszystkim domki z tymi charakterystycznymi, metalowymi pojemnikami z gorącą wodą) ze starej, rozwalającej się wieży, która prawdopodobnie jest kilkadziesiąt razy starsza od nas a nikt nawet nie martwi się tym aby ją zabezpieczyć.


    Na razie to tyle! Paphos było dla mnie bardzo przygnębiającym miejscem, ale przynajmniej pogoda była trochę weselsza od tej obecnej!
    Mam nadzieję, że u kogoś z was jednak świeci słońce :)