Drop Down MenusCSS Drop Down MenuPure CSS Dropdown Menu

sobota, 13 września 2014

,

Kolorowe obudowy

 Hej hej! Chociaż wróciłam dzisiaj do domu po 2 w nocy, obudziłam się już o 6.
Nie wiedziałam, że zapalenie ucha jest ta bolesne! W życiu nie miałam tego typu problemu a tu proszę, zwykłe przewianie może dostarczyć tylu problemów.

Z tej okazji nigdzie się nie ruszam i chociaż pogoda za oknem jest przepiękna, postanowiłam trochę polepić! Wyszły mi takie obudowy :) (najbardziej lubię te z lodzikami!)

Przy okazji w poniedziałek znów wyjeżdżam na tydzień. W te wakacje nie byłam jeszcze na Podkarpaciu i najwyższa pora to nadrobić <3






czwartek, 11 września 2014

Ci, którzy subskrybują moją skromną działalność na youtube (250 osób, yaaay!), mogli już zauważyć nowy film z podróży!
Tak jak zwykle chciałam połączyć wszystkie nagrane materiały w jedną spójną całość, ale się nie udało. Ponad 400 plików to za dużo dla mojego komputera, poza tym musiałabym wszystko mocno skracać aby długość filmiku nie przytłaczała. 

Tym razem zdecydowałam się na inną formę, dużo więcej mówimy (bo często narzekacie, że za mało nas w naszych filmach, więc proszę bardzo!) i dużo pokazujemy. Co prawda mnie nie zobaczycie zbyt często, ale to dobrze. Oznacza to, że dobrze spisywałam się po drugiej stronie kamery

Jeszcze nie wiem ile odcinków będzie miała seria, ale nastawiam się na 3, lub 4. Przed wami pierwszy z nich, w którym zobaczycie historie z trzech pierwszych dni opisanych już w tych postach: 123 i 4.

Będzie mi bardzo miło jeśli dacie znać czy wam się podoba, czy coś poprawić (wiem, że za długo pływamy pod wodą, ale ech. Nie mogłam się powstrzymać!) ;D


wtorek, 9 września 2014

,

Chania

Z tym miastem mieliśmy kilka kłopotów. Pierwszym z nich było: jak właściwie wymawiać tą nazwę (tak szczerze mówiąc, to mieliśmy taki problem z każdą napotykaną miejscowością).
I tak Χανιά czytaliśmy na początku jak Hańja, bo odpowiednikiem greckiej pisowni przy użyciu naszego alfabetu była Chania. A, że jesteśmy Polaczkami, musieliśmy troszeczkę spolszczyć.
Potem popadliśmy w konsternację, gdy na lotnisku usłyszeliśmy głos spikerki wypowiadającą nazwę właśnie w ten sposób. Szybko nasze zachwyty nad własnym sprytem zostały rozwiane. Przez kapitana samolotu, który zapowiedział, że lecimy do Czanii.
Miejscowi w autobusie wykrzykiwali za to Xania.
Ostatecznie nie wiem jak powinno się nazwę wypowiadać i nie mam siły nad tym rozmyślać. Mój wewnętrzny pedant i tak został mocno poturbowany, gdy na tablicach informacyjnych zobaczyłam napis Hania. Zdecydujcie się!


Arbuziki! Ani razu nie kupiliśmy ich w sklepie, za to Radek pobiegł do farmera, który obok nas mieszkał. Ten akurat wiózł na furgonetce zbiory i pozwolił mu wybrać kilka :D






Przyjeżdżając do Chanii byliśmy bardzo zmęczeni, przez co nie kojarzyło się ono nam zbyt pozytywnie. Jednak po tym, jak daliśmy mu kolejną szansę, okazało się jednym z najpiękniejszych miasteczek jakie kiedykolwiek widziałam!
Klimat ciasnych zaułków kojarzył mi się trochę z Włochami, jednak woda, którą zobaczyliśmy w porcie całkowicie miażdży na łopatki tą z weneckich kanałów!




Miejscowy tradycyjny market. 
Na początku chłopcy obrażeni na to miasto, nie chcieli go zwiedzać, więc biegałyśmy po nim same z Gosią. Po tym jak całkowicie się w nim zakochałyśmy zaciągnęłyśmy i ich, aby pokazać im miejskie życie w tych słodkich, ciasnych uliczkach.








I w tym właśnie miejscu zakończyliśmy naszą grecką przygodę.
Czy byliśmy smutni?
Nie!
JUŻ NIE MOGLIŚMY DOCZEKAĆ SIĘ CYPRU!
Kraju, o którym nie wiedzieliśmy kompletnie nic....


niedziela, 7 września 2014

Mijający tydzień

Nie jestem blogerką, która codziennie publikuje osobiste posty, bo nie każdego dnia zdarza się coś, o czym warto byłoby pisać na blogu. Jednak każdy dzień jest dobry na zrobienie kolejnego zdjęcia!
Nie pamiętam ostatniego dnia, w którym nie dotknęłam mojego aparatu. Nawet jeśli nie mam czegoś konkretnego do obfotografowania, zawsze znajdzie się coś wartego uwiecznienia. 

Fotografie te często nie mają głębszego sensu, nie są ostre, nie przedstawiają niczego ważnego. Mimo wszystko w jakiś sposób uwieczniają życie takim jakie jest. Nie zawsze energiczne i kolorowe. Czasem wręcz nudne. Jednak chwile, które uchwyciłam są jak najbardziej moje!

Dzisiaj chciałam wam pokazać kilka zdjęć z mijającego tygodnia!



 

  Razem z moją kumpelą biegałyśmy po Warszawie, ale robiłyśmy to tak szybko, że nawet nie miałam czasu ustawiać ostrości starym zenitarem. Dzięki temu zdjęcia wyszły niewyraźnie, ale z charakterem!





  
  

 Poniżej kilka zdjęć z kręcenia krótkiego wywiadu dla Dzień Dobry TVN! Będziemy w telewizji już 10 września, więc jeśli przypadkiem na mnie traficie w telewizji - nie przestraszcie się.
Powiem tak: to była fajna, ale męcząca przygoda :)

  

 

 A tutaj moje nowiusieńkie cacuchno. Udało mi się wylicytować na allegro obiektyw, który nie był za bardzo szanowany przez swojego właściciela. Dzięki temu udało mi się uzyskać bardzo niską cenę za szkło wyższej klasy niż miałam dotychczas (chociaż nie działa automatyka i prawdopodobnie nikt oprócz mnie i Radka nie będzie potrafił go obsłużyć ;___;)
Już się bardzo zaprzyjaźniliśmy!



To tyle!
Tymczasem zmykam porobić oś konstruktywnego. Próbuję namówić mojego chłopaka, abyśmy jeszcze na jesieni wskoczyli w samolot i zobaczyli nowy kawałek świata. Na razie nie idzie mi zbyt dobrze, ale tak jest zawsze.
Biedny Radek. Ma ze mną przechlapane, ale za to nie może narzekać na nudę! :D


sobota, 6 września 2014

Pamiątki z Elafonisi (DIY)


Tak jak pisałam w poprzednim poście, zabieranie różowego piasku z plaży jest surowo zabronione. Jednak ja zawsze przywoziłam buteleczki z piaskiem z każdej magicznej plaży na której byłam (mam już z Włoch, Hiszpanii, Portugalii i Grecji, część z nich pokazałam tutaj). I tym razem musiałam trochę go zabrać...

Wzięłam dokładnie 4 ziarenka! (Ale skrupulatnie wybrane! :D)

Mam nadzieję, że mój wybryk nie uszczupli jakoś znacząco zasobów w Elafonisi.
Z racji tego, że wielkość muszelek jakie zebrałam nie jest zatrważająca, nie wpychałam ich do wielkich flakonów jak to robię zazwyczaj.
Tym razem staną się moimi naszyjnikami!



I tak właśnie wyglądają moje kolejne, niskobudżetowe pamiątki! Sprzedawcy niech się schowają ze swoimi tandetnymi durnostojkami! :D
Pamiętajcie tylko, że takie muszelki musimy bardzo dokładnie wypłukać. Ja swoje po prostu zawinęłam w folię, a jak je otworzyłam na lotnisku to śmierdziało starą rybą w całym terminalu!

szukaj na blogu

Ładowanie...
Tynka. Technologia Blogger.