Poznaj autorkę

Hej, hej!

Mam na imię Martyna i już od kilku ładnych lat prowadzę tego bloga. Początkowo była to strona poświęcona wyłącznie biżuterii, którą lepiłam z modeliny, jednak z biegiem czasu jego tematyka znacznie się rozbudowała. Jeżeli macie ochotę poczytać o fotografii, podróżach, rękodziele i różnych innych głupotach zajmujących młodą kobietę - zapraszam. Zero melancholii i pesymizmu! :D

  • Czytaj dalej...
  • Chcesz coś znaleźć??

    Zasubskrybuj!

    niedziela, 30 marca 2014

    Pastelowy lodzik

    Ciasteczka Tynki | 12:16 | 10 Komentarzy. Dodaj swój!


    Jest przepięknie! Mam nadzieję, że u was wiosna też dopisuje i nawet nie chce się wam siedzieć w internetach. Biegam teraz wszędzie z aparatem, bo całe miasto jest wręcz obsypane kwiatami. Już niedługo się nimi z wami podzielę!
     Dzisiaj zostawiam was z pastelowym lodzikiem, wpasowuję się w tą cudną pogodę i biegnę na spacer! Buziaki!





    czwartek, 27 marca 2014

    Na wsi


    Co prawda do domu wróciłam już kilka dni temu, ale nie opublikowałam jeszcze kilku zdjęć, które udało mi się zrobić podczas pobytu na Podkarpaciu. Moje dni tam wypełnione były pracą, ale to bardzo dobrze, bo już prawie skończyłam pisać inżynierkę! ;)













    Nadal panuje tam typowe przedwiośnie. Za to w moim mieście już niedługo zaczną rozkwitać kwiaty, a pod moim oknem mirabelki. Tak.
    Najlepsza pora roku nadchodzi! :D

    Przy okazji: przygotowuję kolejny rozdział poradnika fotograficznego! Tym razem o znienawidzonym przeze mnie parametrze, jakim jest czułość ISO :P

    niedziela, 23 marca 2014

    Z herbatnikiem


    Wczoraj znów byłam w podróży, ale pomimo zmęczenia udało mi się jeszcze wieczorem wyjść na miasto. Przede mną kilka dni wytężonej roboty, ale w sumie trochę mi tego brakowało :)

    Obudowy z herbatnikiem już widziałyście, chociaż dzisiaj są w wersji przezroczystej :D



    czwartek, 20 marca 2014

    Blurred lines


    Kiedy znajduję w internecie jakieś ciekawe sposoby na urozmaicenie fotografii, od razu muszę je wypróbować. Niedawno przeczytałam, że aby otrzymać efekt rozmydlonych niewyraźnych linii możemy użyć foliowej torebki założonej na obiektyw zamiast osiągania takiego efektu w programach graficznych.
    Nie jest to co prawda coś niezwykle niezbędnego do przetrwania, ale lubię w chałupniczy sposób odpicowywać fotki :)


    Tak wyglądał mój niezwykle zaawansowany sprzęt zamontowany bezpiecznie na obiektywie. Efekt uzyskujemy poprzez przesunięcie folii przed soczewkę




    Podeszłam do tego sceptycznie, ale... efekt naprawdę jest wyraźny. Zdjęcia wyglądają jakby robione przez mgłę (podobny efekt uzyskujemy huhając na obiektyw :P)



    Na górze zdjęcie bez folii a na dole z niezwykle misternym efektem osiągniętym przy olbrzymim wkładzie własnym!








    Nie wiem czy tego typu efekt jest rzeczywiście niezwykle pożądany, ale mogę potwierdzić, że sposób przedstawiony w internecie DZIAŁA! Mam pomysł jak wykorzystać go do jakichś romantycznych portretów... lubię takie ciekawe efekty osiąganie małym nakładem kosztów, chociaż nie zawsze wydają mi się one sensowne >_<



    wtorek, 18 marca 2014

    Nadgryzione ciacho


    W końcu udało mi się ulepić jakieś naszyjniki, z bardzo poważnego ale jednocześnie prozaicznego powodu - zamówiłam fajne, kulkowe łańcuszki! Uwielbiam je, sama miałam tylko jeden i wszystkie wisiory przewlekałam specjalnie na niego. Nigdy się nie zrywa i wygląda... jakoś tak słodko ;) 
    Na łańcuszku mamy tym razem dosyć duże, nadgryzione ciasteczko, następnym razem muszę trochę "wyciec" nadzienie!

    U was też tak wieje? W takie dni mam ochotę ogolić głowę na łyso, bo nie jestem w stanie zapanować nad włosami (problemy współczesnego człowieka :P)



    niedziela, 16 marca 2014

    Pudełeczko ze wspomnieniami


    Dzisiaj chciałam dokończyć recenzję aparatu insta, którym bawię się już kilka miesięcy. Zebrałam kilkadziesiąt zdjęć i tak jak na początku chowałam je do specjalnego albumu, stwierdziłam, że przechowywanie ich w małym, słodkim pudełeczku jest atrakcyjniejsze, bo łatwiej je przeglądać.
    Znają mnie, jeszcze zmienię zdanie :D





    Aparatem od samego początku byłam zachwycona! Robił fajne klimatyczne zdjęcia, czasem bardziej wyraźne, czasem mniej. Najważniejsze, że w ciągu sekundy zatrzymywał chwilę a ja nie musiałam myśleć czy kiedykolwiek je wywołam. Wszystkie ujęcia były dobre, żadnego nie powtarzałam - bo szkoda papieru :P
    Dokupiłam nawet w Japonii specjalne klisze z nadrukowanymi obrazkami (poniżej w łatki, mam jeszcze niewykorzystane w kropeczki)


    Wszystko było pięknie, do póki lampa błyskowa się nie przepaliła. Jak ona to zrobiła? Nie mam pojęcia, wiem tylko, że serwis Fuji nawet nie jest mi w stanie powiedzieć, czy istnieje możliwość jej wymiany.
    Flesh był bardzo przydatny, bo dzięki niemu można było robić zdjęcia w każdych warunkach, teraz uczę się kiedy i jak robić zdjęcia żeby wychodziły ładnie (pozostają tylko bardzo ładne, słoneczne dni)




    Pomimo niedogodności, naprawdę uwielbiam ten aparacik. Zdjęcia mają charakter a przy użyciu naklejek wyglądają jeszcze ciekawiej


    Cztery zdjęcia po prawej stronie były robione bez oświetlenia dodatkowego. Dzięki odpowiednim warunkom są naprawdę przyzwoite a w wakacje, kiedy będzie pełno słońca nie będę miała z tym problemu!





    Z czystym sercem mogę polecić go wszystkim fotomaniakom. Przeszukałam internet i nikt nie spotkał się z takim problemem jak ja, więc zakładam, że po prostu jestem pechowcem. 
    Chociaż aparat mocno mi się naraził, bo jedna z jego nielicznych ważnych części się popsuła, nadal go używam i nawet jeśli niewiele widać na zdjęciach to i tak stanowią one nadal fajną pamiątkę :D