Poznaj autorkę

Hej, hej!

Mam na imię Martyna i już od kilku ładnych lat prowadzę tego bloga. Początkowo była to strona poświęcona wyłącznie biżuterii, którą lepiłam z modeliny, jednak z biegiem czasu jego tematyka znacznie się rozbudowała. Jeżeli macie ochotę poczytać o fotografii, podróżach, rękodziele i różnych innych głupotach zajmujących młodą kobietę - zapraszam. Zero melancholii i pesymizmu! :D

  • Czytaj dalej...
  • Chcesz coś znaleźć??

    Zasubskrybuj!

    piątek, 5 września 2014

    Elafonisi czyli różowa plaża

    Hej, hej! Muszę pośpieszyć się z tymi wakacyjnymi postami, bo za oknami już zimno a my nadal jeździmy po gorącej Grecji! Chyba przesadziłam z ilością zdjęć, które chciałam wam koniecznie pokazać, ale jak zwykle mam problemy ze zdecydowaniem się na najlepsze.
    Na dodatek to tylko niewielki ułamek ze wszystkich, które udało mi się zrobić. Nie wspominając już o 400 filmikach które nakręciłam. Nie pytajcie jak. Mam wrażenie, że aparat przyrastał mi do ręki -_-

    Skoro mieliśmy już samochód, musieliśmy go już porządnie wykorzystać! Pojechaliśmy więc na samo południe wyspy, do Elafonisi, zachęceni internetowymi recenzjami niezwykłej plaży. Aby tam dotrzeć pokonaliśmy wielkie góry i wąwóz pełen krętych dróg. Nawet nie było im jak zrobić porządnego zdjęcia, bo zakręty następowały tak szybko! 

    Po 2 godzinach życia na krawędzi dojechaliśmy do plaży na której znajduje się różowy piasek!
    Czy tak niezwykły kolor by was nie zachęcił?



    A więc tak. To jest ten różowy piaseczek! Tak szczerze mówiąc było go niewiele. Trochę tuż przy brzegu. Na dodatek wszędzie widniały napisy ostrzegające przed zabieraniem go w formie pamiątki. Bo jak każdy wyniesie chociażby garstkę, to różowa plaża niedługo całkowicie zaniknie.

    Legenda mówi, że kolor tego piasku wywołany jest przez krew spływającą podczas rzezi 850 kobiet i 40 mężczyzn dokonanej przez wojska egipskie w 1824 roku (nie wyobrażam sobie, jak takie zbrodnie mogą być dokonywane w tak pięknym miejscu).

    Na zdjęciu poniżej widać wyraźnie gdzie zaczyna i od razu kończy się różowy szlak!

    Dobra. Skoro 20 metrów różowej plaży zostało obejrzane, poszliśmy nieco dalej, bo tłumy były wręcz niemiłosierne. Znów powitała nas krystalicznie czysta woda o temperaturze chyba dorównującej temperaturze powietrza! Mogłabym tam leżeć i leżeć!









    Woda wyglądająca prawie jak falujące powietrze. Kolejna rzecz, którą uważałam za przerysowany obraz z filmów dokumentalnych, w których głos podkładała Czubówna. Nawet to wysokie zasolenie i 40 stopni w cieniu mnie nie zniechęciły. Plaża okazała się cudowna, bo płycizna tuż przy brzegu była naprawdę szeroka. Dzięki niej dało się dojść nawet na malutką wysepkę, bez zanurzania się głębiej niż po pas!


    Widzicie ten wiatr w mych włosach?
    To wiatr wiejąc aż znad Sahary!
    Kiedy już się wyplażowaliśmy podjechaliśmy jeszcze do małego opactwa, które zauważyliśmy po drodze. Zbudowane było na klifie a staro bizantyjski klimat aż wyczuwało się w ciasnych i ciemnych pomieszczeniach. Mnisi, którzy wybudowali swoją siedzibę w tak niedostępnym miejscu musieli mieć niezwykle dużo zapału



    Gosia tuż nad urwiskiem. Pod nią rozciągała się kilkunastometrowa, pionowa ściana (ech nie wiem czemu tego nie uwieczniłam. Może bałam się wysokości? o.O)
    Z tym miejscem (Hrisoskalitissos ) związana jest ciekawa legenda. Wedle tego podania jeden z 90 stopni prowadzących do klasztoru wykonany jest ze złota, lecz może go zobaczyć tylko ten kto jest bez grzechu. Możecie zgadywać, czy w moim przypadku się sprawdziła :P


    I na koniec cała nasza zmęczona gorącem ekipa! Po tym wyjeździe utwierdziliśmy się w przekonaniu, że jesteśmy prawdziwymi Słowianami i klimat śródziemnomorski nie jest naszym naturalnym miejscem występowania :F

    Poniżej podobne zdjęcie z zeszłego roku! Uważam, że naprawdę ładnie się starzejemy@





    środa, 3 września 2014

    Moje fotograficzne pamiątki!

    Wiecie, że bardzo lubię mojego instaxa? Jako wielka fanka fotografii, pomysł ze zdjęciami, które wychodzą prostu z korpusu mojego aparatu jest genialny. W czasie tych wakacji zrobiłam całkiem sporo zdjęć, wczoraj musiałam domówić kolejne wkłady bo moje zapasy zdążyły się skończyć (teraz trzymam kciuki, żeby paczka z Hong-Kongu nie zaginęła)


     Bardzo długo zastanawiałam się, czy nie brać mojej różowej świnki (bo mój instax tak właśnie wygląda) na wakacje do Grecji. Ostatecznie postanowiłam ograniczyć bagaż i dodatkowy aparat został w domu.

    Nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło!
    Po powrocie do domu udało mi się wydrukować zdjęcia w formacie podobnym do tych insta 

     Zdjęcia wyszły super, ale był jeden problem: okazały się być strasznie smutne! Dlatego wzięłam różne kolorowe kartki, klej, taśmy i naklejki. Postanowiłam je nieco rozweselić!







     I tak właśnie wyglądają moje gotowe pamiątki!  Takie odpicowanie nie wymaga dużego nakładu ani czasu, ani finansowego, a  nadaje każdemu z nich dodatkowego uroku. I ile przy tym zabawy! :D

    Teraz czekam na duży album, do którego schowam wydrukowane zdjęcia z całego mijającego roku. Całkiem dużo się działo! Instaxy już nie mieszczą się już w kolejnym pudełku, a takie ilości zdjęć łatwiej będzie oglądać w schludnej oprawie. I oglądający nie będą mi ich ciapać brudnymi paluchami :P (i może w końcu przestaną mi się gubić!)


    wtorek, 2 września 2014

    Kissamos

    Ostatniego dnia, który mieliśmy spędzić na Krecie, wypożyczyliśmy samochód! Zwiedzanie tej wyspy nie ma sensu bez sprawnego poruszania się po niej. Nasze skromne budżety nie pozwoliły nam na zbytnie szaleństwa, ale koszt takiego samochodzika nie jest bardzo wysoki, zwłaszcza gdy rozkłada się na kilka osób :)
    Przy okazji w wypożyczalni samochodów wszystko udało się nam załatwić po Polsku, bo trafiliśmy na Panią, która miała tutaj przodków. Rozmowa w tym języku przyniosła jej wyraźną radość!

    Naszym pierwszym przystankiem było Kissamos na zachodzie wyspy. Chcieliśmy tam pojechać, bo razem z Gosią rozważałyśmy początkowo hotele w tym małym miasteczku i chciałyśmy zobaczyć co tak właściwie straciliśmy ;)


    Miasto okazało się małe a w czasie sjesty było na dodatek całkowicie opustoszałe. Mimo wszystko jego urocze uliczki chwytały za serce.


    Słodki, polski akcent w jednej z najładniejszych restauracyjek nad nadbrzeżem :)



    To jedno z moich ulubionych zdjęć z całego wyjazdu. Początkowo chciałam je skasować, bo po prostu nie wyszło, ale gdy je rozjaśniłam okazało się urocze. Wygląda jakbyśmy siedzieli na jakimś safari xD

    Razem z Gosią bardzo długo stałyśmy pod tymi badylami. Stałyśmy, bo zastanawiałyśmy się czy to na pewno jest bambus! Znów wychodzą moje braki z geografii, bo ta roślina kojarzy mi się tylko i wyłącznie z pandami >_<

    Widzicie mój plecak? Jest różowy i cały w napisach cute princess. Ale jest jeden powód, dla którego kocham go miłością wieczną.  To jest tak naprawdę ręcznik. Który zmienia się w plecak. Dokładnie. Tego, który go wymyślił, nazwałabym geniuszem gdyby nie to, że zrobił go w takich kolorach :P


    Wiele budynków było zapuszczonych, brudnych i opuszczonych. Właśnie takie lubię najbardziej! Nie dość, że mają duszę, to za ich ścianami kryje się wiele historii, również tych smutnych


    Znowu kózki! Akurat te cwaniaki mieszkały w domu. Mówcie co chcecie, ale klimat tego zdjęcia jest niesamowity! :D


    Podczas gdy ja z dnia na dzień miałam na sobie coraz mniej ubrań, Gosia musiała się owijać coraz szczelniej. Jasna skóra przy tak silnie operującym słońcu może być naprawdę bolesne. Mi w tym roku udało się uniknąć wszelkich poparzeń, ale to tylko i wyłącznie dzięki wysokim filtrom




    Powodzenia dla wszystkich tych, którzy znowu rozpoczęli naukę! Ja już od dawna mam prawie wolne wrześnie (prawie, bo kampania wrześniowa nie omija takich studentów jak ja), ale łączę się z wami w bólu!
    Zasiadam do DIY, które na pewno wam pokażę. Trzymajcie się ciepło! :D