Poznaj autorkę

Hej, hej!

Mam na imię Martyna i już od kilku ładnych lat prowadzę tego bloga. Początkowo była to strona poświęcona wyłącznie biżuterii, którą lepiłam z modeliny, jednak z biegiem czasu jego tematyka znacznie się rozbudowała. Jeżeli macie ochotę poczytać o fotografii, podróżach, rękodziele i różnych innych głupotach zajmujących młodą kobietę - zapraszam. Zero melancholii i pesymizmu! :D

  • Czytaj dalej...
  • Chcesz coś znaleźć??

    Zasubskrybuj!

    Pokazywanie postów oznaczonych etykietą prywatnie. Pokaż wszystkie posty
    Pokazywanie postów oznaczonych etykietą prywatnie. Pokaż wszystkie posty

    niedziela, 2 listopada 2014

    Zajęcia w laboratorium


    Pamiętacie jak ostatnim razem pokazywałam wam zdjęcia z wycieczki na składowisko odpadów? Pobrane tam próbki przynieśliśmy na zajęcia i teraz badamy je pod przeróżnymi względami. Nie będę wam opisywać co dokładnie tam wyprawiamy, ale specjalnie z tej okazji przyniosłam na uczelnię aparat, aby pokazać zainteresowanym jak wyglądają zajęcia w laboratorium! To w sumie najciekawsza część studiów (według mnie), dlatego nie wyobrażam sobie wybrania jakiegokolwiek humanistycznego kierunku :P

    Wszyscy są zachwyceni próbkami, jakie dostali. O te najładniejsze rozgrywała się nawet dość ostra walka

      
    Wesoła ja w laboratoryjnym fartuchu! To chyba pierwsze takie zdjęcie na blogu (może kiedyś pojawiło się z okazji praktyk), ale jakoś nigdy nie garnęłam się do pokazywania wam tego, co robię całymi dniami!



    Asia na nas krzyczy, żebyśmy z Rybą nie pozowały i wracały do sit i oddzielania frakcji gruboziarnistej od drobnoziarnistej oraz miażdżenia grudek w moździerzu (u mnie było ich sporo, bo dostałam jakiś piasek gliniasty)! Byłyśmy niegrzeczne, ale Paulina potulnie wróciła do roboty! 


    Powyżej bardzo ciekawe sprawdzanie lepkości gleby. Wiem, że wygląda to zagadkowo, ale każdą taką pobraną próbkę należy opisać bardzo dokładnie i to nie tylko pod względem chemicznym, czyli zawartości poszczególnych pierwiastków. Należy ocenić ją również organoleptycznie - ocenić zapach, kolor, sypkość oraz plastyczność



    Powyżej próbki przygotowane już do pomiaru pH oraz przewodności elektrolitycznej


    Ach, to był idealny post na tą wolną od zajęć niedzielę! Musiałam sobie przypomnieć, że w nadchodzącym tygodniu czeka mnie sporo pracy, łącznie z tymi 3-godzinnymi laborkami (a nie są jedynymi). Mimo wszystko polecam kierunki ścisłe! Czasem jest przy tym całkiem sporo zabawy (zwłaszcza na magisterce, kiedy już mam pojęcie o tym co robię i tak właściwie dlaczego :D) 

    środa, 8 października 2014

    Praca Inżynierska




    Hej, hej! Wpadłam tylko na chwilę wytłumaczyć powód mojego rozbiegania i braku postów- otóż jutro, po 4 latach studiów w końcu uzyskam (mam nadzieję!) tytuł inżyniera!

    To trochę smutne, że pracą nad którą tak dużo czasu spędziłam nawet nie mam się ja pochwalić (bo tematy prac na kierunkach ścisłych rzadko kiedy mają w sobie polot i finezję, która zainteresowałaby czytelników ;)) 94 strony przepadną po jutrzejszym dniu w studni zapomnienia, za to ja po raz pierwszy postawię skrót inż. tuż przed moim imieniem. 

    Szczególnie mnie to nie martwi, bo wolę się z wami dzielić wesołymi modelinowymi, fotograficznymi, lub ogólnie ręcznie robionymi pracami, ale jednak studia stanowią ważną część mojego życia. Ważną i przede wszystkim czasochłonną.

    Dla niezorientowanych jestem studentką Politechniki Warszawskiej, kierunku Ochrona Środowiska. A temat mojej pracy to w skrócie rekultywacja terenów pogórniczych. W gruncie rzeczy bardzo miły i sympatyczny, o tym w jaki sposób możemy zwrócić naturze tereny, które człowiek swego czasu zabrał i brutalnie wykorzystał

    Jeśli jutro będzie się wam nudzić, możecie otrzymać za mnie kciuki! ;D




    piątek, 26 września 2014

    O blogu. Dlaczego i po co? Dla kogo?


    Ah. Mój najulubieńszy ze wszystkich jak do tej pory szablon bloga musiał zniknąć. Niestety przez niego posty nie ukazywały się w taki sposób jak powinny.
    Wszystkie serwisy związane z blogiem ostatnio mocno mnie zawodzą. Facebook, blogger, picasa. Jak byłam młodsza pisanie bloga było znacznie łatwiejsze. Albo po prostu byłam nastolatką, dla której słowo "perfekcjonizm" został usunięty ze słownika.

    Co prawda z nowym wyglądem walczyłam ponad 4 godziny, ale nie jest on za szczególny. Gdy po zakończeniu dzieła weszłam na stronę pomyślałam.
    O rety. Wygląda jak pierwsza wersja... Jakaś taka. Nostalgia mnie ogarnęła.
    Wróć.To nie nostalgia. To to same uczucie, jak z jabłkowymi mentosami. Nie jadłeś ich od dzieciństwa, ale jeśli poczujesz w ustach podobny smak, będziesz wiedział z czym Ci się kojarzy. Mój stary blog też miał swój smak i zapach (tak jak niektórzy ludzie pachną mlekiem, a inni żelkami. Skończmy na tych przyjemnych zapachach)

    Nie martwcie się! Nie przyszłam tutaj powiedzieć, że odchodzę z bloga. Ha ha! Niedoczekanie wasze! Chciałam tylko dać znać, że znów poczułam czym jest dla mnie blogowanie. Przedzierając się przez archiwa czułam się jakbym przeszukiwała czyjeś akta. I to nie byle czyje, bo moje. Tak. Właśnie moje! Osoby, którą już nie jestem, ale która dzięki wszystkim tym dziwnym wydarzeniom stała się właśnie mną!

    Uwielbiam pisać dla was i do was, ale to ja w tym wszystkim powinnam być priorytetem a na jakiś czas o tym zapomniałam. Skoro blog nie przynosił mi radości, jak mógł wzbudzać pozytywne emocje w innych ? (spoko, spoko! Poprzednie zdanie nie było spowodowane żadnymi wypowiedziami hejterów! Już dawno nikt nie życzył mi śmierci, a pozostałe docinki są zbyt cienkie by brać je na poważnie ;))

    ❤   

    Przy okazji odpowiem na kilka pytań zadanych pod postami, a które mogą dotyczyć każdego czytelnika bloga:

    Czy pojawią się posty z muzyką?
    Tak! Jak tylko będę miała playlisty z ciekawą muzyką, na pewno się pojawią! W tym momencie cały czas kolekcjonuję moje wakacyjne utwory.

    Czy będziesz publikować codziennie?
    Nie, ale może. Nie chcę narzucać sobie tego schematu, by publikować jeden post dziennie. Kiedyś już to przechodziłam a presja by nie zawieźć czytelniczek bywała dla mnie stresująca. Myślałam w takich chwilach tylko o tym, by zdobyć kawałeczek internetu. Uwierzcie mi, to jest bardzo w nie moim stylu, by denerwować się czymkolwiek. Wiem, że istnieją tacy blogerzy i gdybym się spięła mogłabym wrzucać jakieś krótkie notatki z pojedynczymi zdjęciami. Ale to nie dla mnie. Nie mam też zamiaru przygotowywać wpisów na siłę, bo uwierzcie mi. Wyczujecie to.

    Może wrzucaj tylko posty z modeliną?
    Nie. To już było i nie wróci, bo Tynka która ma 22 lata nie jest tą samą co miała 17. I chociaż nadal bardzo dużo lepię, to zwyczajnie dzielenie się tymi wszystkimi pracami nie sprawia mi już takiej radochy. Wolę pokazać wam raz na jakiś czas ładne zdjęcia, które w dość dużym stopniu pokazują kim jestem, niż codziennie wklejać kolejną babeczkę ;)

    Czy zaczynam cokolwiek od nowa? Nie, nie, nie! Zaraz będę kończyć kolejny post z podróży i wrzucać kolejne zdjęcia. Po prostu chciałam zostawić gdzieś pomiędzy postami tą notatkę.
    W nic nieznaczącym miejscu, o nic nieznaczącej godzinie.

    ❤   

    Buźki dla was wszystkich, którzy są ze mną ta długo!   Nie martwcie się. Chociaż nie jestem już starą Tynką, która uciekała w świat blogowania przed własnymi problemami, to nadal jestem Tynką a w głowie to mi się jeszcze bardziej poprzestawiało. I chociaż inna nie zawsze znaczy lepsza, to mimo wszystko nie żałuję żadnej z moich decyzji i cieszę się z tego jak bardzo się rozwinęłam :)

    Baj, baj, bajoszki i do jutra! :D

    niedziela, 7 września 2014

    Mijający tydzień

    Nie jestem blogerką, która codziennie publikuje osobiste posty, bo nie każdego dnia zdarza się coś, o czym warto byłoby pisać na blogu. Jednak każdy dzień jest dobry na zrobienie kolejnego zdjęcia!
    Nie pamiętam ostatniego dnia, w którym nie dotknęłam mojego aparatu. Nawet jeśli nie mam czegoś konkretnego do obfotografowania, zawsze znajdzie się coś wartego uwiecznienia. 

    Fotografie te często nie mają głębszego sensu, nie są ostre, nie przedstawiają niczego ważnego. Mimo wszystko w jakiś sposób uwieczniają życie takim jakie jest. Nie zawsze energiczne i kolorowe. Czasem wręcz nudne. Jednak chwile, które uchwyciłam są jak najbardziej moje!

    Dzisiaj chciałam wam pokazać kilka zdjęć z mijającego tygodnia!





      Razem z moją kumpelą biegałyśmy po Warszawie, ale robiłyśmy to tak szybko, że nawet nie miałam czasu ustawiać ostrości starym zenitarem. Dzięki temu zdjęcia wyszły niewyraźnie, ale z charakterem!





      
      

     Poniżej kilka zdjęć z kręcenia krótkiego wywiadu dla Dzień Dobry TVN! Będziemy w telewizji już 10 września, więc jeśli przypadkiem na mnie traficie w telewizji - nie przestraszcie się.
    Powiem tak: to była fajna, ale męcząca przygoda :)

      



     A tutaj moje nowiusieńkie cacuchno. Udało mi się wylicytować na allegro obiektyw, który nie był za bardzo szanowany przez swojego właściciela. Dzięki temu udało mi się uzyskać bardzo niską cenę za szkło wyższej klasy niż miałam dotychczas (chociaż nie działa automatyka i prawdopodobnie nikt oprócz mnie i Radka nie będzie potrafił go obsłużyć ;___;)
    Już się bardzo zaprzyjaźniliśmy!



    To tyle!
    Tymczasem zmykam porobić oś konstruktywnego. Próbuję namówić mojego chłopaka, abyśmy jeszcze na jesieni wskoczyli w samolot i zobaczyli nowy kawałek świata. Na razie nie idzie mi zbyt dobrze, ale tak jest zawsze.
    Biedny Radek. Ma ze mną przechlapane, ale za to nie może narzekać na nudę! :D


    wtorek, 19 sierpnia 2014

    Znowu w domu!


    Heeeeej! Już wróciłam!
    Nasz absolutnie nie przeplanowany wyjazd okazał się sukcesem.
    Sukcesem, bo w ogóle udało się nam go przeżyć!
    Jestem zmęczona, wyczerpana i chora (jak można się przeziębić w 36 stopniach? A no jakoś się da), ale bardzo bardzo szczęśliwa. Właśnie przeglądam 3000 zdjęć, które udało mi się zrobić, ale na razie boję się dotykać filmów, w których zawarte jest znacznie więcej!

    Już nie mogę się doczekać aż wam opowiem te wszystkie szalone historie, które się nam przydarzyły!

    Ach. I chyba nie wspominałam jeszcze na blogu gdzie ja tak właściwie byłam?
    Norwegia-Grecja (Kreta) i Cypr
    To trzy państwa, w których byłam po raz pierwszy i zostałam nimi totalnie zauroczona.


    Trzymajcie się ciepło, ja tymczasem zmykam (wiem. Tak mało zdjęć. Ale to na razie. Naprawdę), bo muszę ogarnąć ten cały bałagan, który w międzyczasie powstał.
    Zabieram się też za wasze komentarze. Trochę się boję, ale dam radę! :D


    Postaram się odpowiedzieć wam na wszystkie zadane pytania, ale jeśliby mi się zapomniało, nie wahajcie się ich powtórzyć. Wiecie. Lekki nieogar to u mnie standard :3



    wtorek, 1 lipca 2014

    Ostatnie dni


    Dzisiaj jeden z tych naprawdę krótkich postów. Nie zarzucę was dużą ilością zdjęć ani treści (dobra, trochę się jej uzbierało). Jeżeli pamiętacie mój dziki obiektyw Lens baby, to właśnie zdjęcia do tego wpisu robiłam nim. Posługiwanie się nim to naprawdę ciężka robota, a zdjęcia czasem wychodzą, czasem nie. Na dodatek parametry mojego aparatu zaczynają przy nim wariować, ale ma to swój urok

    Większość zdjęć wygląda jak robione przez denko od słoika. Normalnie jak wyjęte z jakichś tajnych radzieckich kronik o miejscach skażonych radioaktywnymi odpadami. Muahahah. Bardzo to lubię! 
    Wiem, że wyciągnę z niego to co najlepsze podczas kręcenia wakacyjnych filmów. A w tle ścieżka dźwiękowa z archiwum X. Czuję, że to lato będzie bardzo płodne jeśli chodzi o produkcje filmowe :3






    A co do tytułu to Radzioch wyjeżdża na 2 miesiące do pracy! Niby czeka nas długa rozłąka, ale wcale mnie to nie martwi. Nie to, że nie będę tęsknić (bo będę bardzo), ale mamy zaplanowanych sporo przygód na te wakacje (zarówno razem jak i osobno), tak więc będzie się działo.

    Sam podrzucił pomysł nagrania jakiegoś krótkiego, amatorskiego horroru. Osobiście NIENAWIDZĘ tego gatunku (zawsze oglądam film tyłem do ekranu, bo się najzwyczajniej cykam jak dziecko), ale kręcenie i montaż to już zupełnie co innego! :D
    Czy to dobry pomysł?





    Jeszcze na koniec wrzucę wam Kiciusia, który dość często pojawia się na instagramie (bo jest moją małą muzą), a na blogu go jeszcze nie było.
    Oto Kiciuś: